Zmienne nastroje forum - Psycholog - Forum medyczne

Dziś jest:Niedziela, 21 stycznia 2018, Imieniny: Agnieszki, Jarosława Dzień Babci

Witaj na - forum medyczne portalu iLekarze.pl.

Możesz tu poszukać porady lekarza, m.in. laryngologa, ginegkologa, stomatologa, neurologa, bądź innego specjalisty, porozmawiać o chorobach, lekach, zdrowiu, znaleźdź odpowiednią dietę. Zapraszamy do dyskusji na tematy zdrowia i urody na forum medycznym iLekarze.pl.

Psycholog forum

Znajdujesz się w: iLekarze.pl » Forum » Lekarze i specjaliści » Psycholog » Zmienne nastroje Forum
» Odpowiedz

Lekarze i specjaliści » Psycholog (711)

Witaj na forum psychologicznym!

Na niniejszym forum odnajdziesz informacje i porady forumowiczów na tematy pszychologiczne. Informacje, które obejmują pomoc psychologiczną w m.in. zaburzenia psychiczne, nerwice, depresje, priapizm, niemoc seksualna, manie, psychoza itp. - zadawaj pytania, szukaj odpowiedzi psychologa! Zapraszamy do korzystania z forum!

Autor
Wypowiedź

karlina (1)

Offline

2017-07-03 16:37

Zmienne nastroje

Od dawna zauważam u siebie zmienne nastroje, czasem w obrębie tygodnia dni apatyczne przeplatają się z tymi nadmiernie energicznymi, innym razem są to dwa następujące po sobie kilkutygodniowe cykle. W tym roku powinnam kończyć studia magisterskie, niestety, mimo tego, że uwielbiam swoje studia, nie potrafiłam napisać pracy dyplomowej. Mimo, że temat jaki sobie wybrałem nurtuje mnie od wielu lat, poświęciłam na jego zgłębianie bardzo wiele czasu, i, przynajmniej teoretycznie, powinnam potrafić to zrobić. Zamiast tego, pisanie stało się dla mnie czymś wysoce lękowym. Przez ostatnie miesiące sama myśl o nim wydawała mi się na tyle przerażająca, że najpierw odwlekałam jego rozpoczęcie, później wręcz podświadomie wypierałem, że powinnam to zrobić. Ostatecznie, moje działanie ograniczyło się do kilku kilkudniowych zrywów w których rzeczywiście próbowałam zmienić ten stan rzeczy.
Nikogo nie zamierzam obwiniać za tę sytuację, poza sobą, wpisało się to w trend zauważalny długo przed rozpoczęciem tego roku akademickiego. Jestem od pierwszego roku studiów stypendystką za bardzo dobre wyniki w nauce, wcześniej w liceum i gimnazjum byłam kilkukrotną laureatką ogólnopolskich i wojewódzkich olimpiad. W poprzednim roku, po bardzo owocnym semestrze zimowym, po niezwykle satysfakcjonującym przebiegu bardzo ważnych dla mnie egzaminów, zauważyłam, że moi koledzy i koleżanki z roku oraz wykładowcy zaczęli patrzeć na mnie nieco inaczej. Byłam bardzo przytłoczona ich pochwałami, ich wygórowaną opinią o mnie. Nauka przestała sprawiać mi przyjemność jak wcześniej, niejednokrotnie nie potrafiłam zwlec się z łóżka (mimo, że nie spałam), żeby pójść na zajęcia. A jednocześnie miałam znowu wrażenie, że czegokolwiek bym nie zawaliła, i tak wszyscy patrzą na mnie przez starą opinię - i pamiętam, że do podobnych sytuacji dochodziło i w gimnazjum, i w liceum, kiedy miałam jakieś osiągnięcia w konkursach. Bardzo mi to przeszkadzało, że nagle, a przynajmniej tak się czułam, nie jestem traktowana jak reszta.
Od wyjazdu na studia, mieszkam cały czas sama w tanich kawalerkach na obrzeżach miasta. Wzięło się to z tego, że w moim przekonaniu nie potrafię współegzystować z ludźmi przez 24 h, i bardzo potrzebuje kilku godzin prywatności i spokoju. Jednocześnie teraz, te kilka godzin przeradza niekiedy w kilka dni, podczas których, jeśli tylko mam co jeść, nie wychodzę z mieszkania, a większość czasu spędzam w łóżku. Z rodziną mój kontakt od kilku lat ogranicza się do świąt Bożego Narodzenia i Wielkanocy. Trudno znaleźć mi z nimi wspólny język, często ze względu na skrajnie różny światopogląd. W czasie studiów poznałam kilka osób, z którymi szybko się zaprzyjaźniłam. Są to osoby z poważnymi problemami: dwie najbliższe od ponad roku leczą się na depresję, z czego jedna z nich ma dodatkowo problemy z alkoholem. Bardzo się tym przejmuję, chciałabym im jakoś pomoc, ale nie potrafię. Jednocześnie, poza studiami gdy byłam w swoim żywiole, nic nie sprawia mi takiej przyjemności jak rozmowa z nimi. W ostatnim roku inna, stara koleżanka ze studiów z którą jednak dopiero na pierwszym roku studiów magisterskich weszłam w głębszą relację, osoba niezwykle optymistyczna, radosna i energiczna, trafiła do szpitala psychiatrycznego z epizodem hipermaniakalnym. Obserwowałam jej gwałtowną zmianę w zachowaniu, ja wezwałam karetkę, i jako jedna z niewielu osób odwiedzałam ją później w szpitalu. Bardzo mnie to przygnębiło, wypaliło psychicznie i zmęczyło fizycznie. Miało to wpływ na całe nasze otoczenie, wyalienowałam się jeszcze bardziej, a najbliżsi znajomi sięgali dołka ze swoimi problemami. Chciałam im jakoś pomóc, i jednocześnie przez jakiś czas było to jakąś receptą na to, że sama sobie pomóc nie potrafię.
Jestem 25-letnią studentką. Od dawna zauważam zmienne nastroje u siebie, niejednokrotnie przebiegają one bardzo gwałtownie: ze stanów apatycznego przygnębienia po niczym nie wytłumaczalne stany uniesienia. Niekiedy są to zmiany zauważalne w przeciągu zaledwie kilka dni, innym razem ma to postać kilkutygodniowych przeplatającym się cykli. Te skoki nastrojów, ze skrajności w skrajność, czasami zwracają uwagę moich najbliższych znajomych.
W tym roku powinnam kończyć studia magisterskie, niestety, mimo tego, że uwielbiam swoje studia, nie potrafiłam napisać pracy dyplomowej. Mimo, że temat jaki sobie wybrałem nurtuje mnie od wielu lat, poświęciłam na jego zgłębianie bardzo wiele czasu, i, przynajmniej teoretycznie, powinnam potrafić to zrobić. Zamiast tego, pisanie stało się dla mnie czymś wysoce lękowym. Przez ostatnie miesiące sama myśl o nim wydawała mi się na tyle przerażająca, że najpierw odwlekałam jego rozpoczęcie, później wręcz podświadomie wypierałem, że powinnam to zrobić. Ostatecznie, moje działanie ograniczyło się do kilku kilkudniowych zrywów w których rzeczywiście próbowałam zmienić ten stan rzeczy.
Nikogo nie zamierzam obwiniać za tę sytuację, poza sobą, wpisało się to w trend zauważalny długo przed rozpoczęciem tego roku akademickiego. Jestem od pierwszego roku studiów stypendystką za bardzo dobre wyniki w nauce, wcześniej w liceum i gimnazjum byłam kilkukrotną laureatką ogólnopolskich i wojewódzkich olimpiad. W poprzednim roku, po bardzo owocnym semestrze zimowym, po niezwykle satysfakcjonującym przebiegu bardzo ważnych dla mnie egzaminów, zauważyłam, że moi koledzy i koleżanki z roku oraz wykładowcy zaczęli patrzeć na mnie nieco inaczej. Byłam bardzo przytłoczona ich pochwałami, ich wygórowaną opinią o mnie. Nauka przestała sprawiać mi przyjemność jak wcześniej, niejednokrotnie nie potrafiłam zwlec się z łóżka (mimo, że nie spałam), żeby pójść na zajęcia. A jednocześnie miałam znowu wrażenie, że czegokolwiek bym nie zawaliła, i tak wszyscy patrzą na mnie przez starą opinię - i pamiętam, że do podobnych sytuacji dochodziło i w gimnazjum, i w liceum, kiedy miałam jakieś osiągnięcia w konkursach. Bardzo mi to przeszkadzało, że nagle, a przynajmniej tak się czułam, nie jestem traktowana jak reszta.
Od wyjazdu na studia, mieszkam cały czas sama w tanich kawalerkach na obrzeżach miasta. Wzięło się to z tego, że w moim przekonaniu nie potrafię współegzystować z ludźmi przez 24 h, i bardzo potrzebuje kilku godzin prywatności i spokoju. Jednocześnie teraz, te kilka godzin przeradza niekiedy w kilka dni, podczas których, jeśli tylko mam co jeść, nie wychodzę z mieszkania, a większość czasu spędzam w łóżku. Z rodziną mój kontakt od kilku lat ogranicza się do świąt Bożego Narodzenia i Wielkanocy. Trudno znaleźć mi z nimi wspólny język, często ze względu na skrajnie różny światopogląd. W czasie studiów poznałam kilka osób, z którymi szybko się zaprzyjaźniłam. Są to osoby z poważnymi problemami: dwie najbliższe od ponad roku leczą się na depresję, z czego jedna z nich ma dodatkowo problemy z alkoholem. Bardzo się tym przejmuję, chciałabym im jakoś pomoc, ale nie potrafię. Jednocześnie, poza studiami gdy byłam w swoim żywiole, nic nie sprawia mi takiej przyjemności jak rozmowa z nimi. W ostatnim roku inna, stara koleżanka ze studiów z którą jednak dopiero na pierwszym roku studiów magisterskich weszłam w głębszą relację, osoba niezwykle optymistyczna, radosna i energiczna, trafiła do szpitala psychiatrycznego z epizodem hipermaniakalnym. Obserwowałam jej gwałtowną zmianę w zachowaniu, ja wezwałam karetkę, i jako jedna z niewielu osób odwiedzałam ją później w szpitalu. Bardzo mnie to przygnębiło, wypaliło psychicznie i zmęczyło fizycznie. Miało to wpływ na całe nasze otoczenie, wyalienowałam się jeszcze bardziej, a najbliżsi znajomi sięgali dołka ze swoimi problemami. Chciałam im jakoś pomóc, i jednocześnie przez jakiś czas było to jakąś receptą na to, że sama sobie pomóc nie potrafię.
Dołka chyba jednak sięgnęłam później, kiedy sytuacja zaczęła wracać do normy. Przyjaciółkom zaczęło się wieść znacznie lepiej, koleżanka wyszła ze szpitala i coraz bardziej zaczęła przypominać siebie sprzed epizodu hipermaniakalnego. Wcześniej dzieliłam czas między dorywczą pracę, studia dzienne i wizyty w szpitalu/spotkania ze znajomymi. W drugim semestrze zrezygnowałam z pracy, miałam znacznie mniej zajęć na uczelni, i nagle, nie potrafiłam zrobić nic z upragnionym nadmiarem czasu. O ile jesienią i zimą, miałam problemy ze snem ze względu na nadmiar obowiązków, tak teraz stale borykałam się z bezsennością, mimo, że tak naprawdę czasu miałam aż za wiele. Dodatkowo, kilka miesięcy temu, byłam zmuszona wrócić do domu, i opiekować się ojcem, który jest alkoholikiem i znowu "wpadł w ciąg". Myślę, że jego alkoholizm oraz fakt, że we wczesnym dzieciństwie (gdy miałam 4-9 lat) byłam wychowywana przez dziadków - rodzice pracowali za granicą, może mieć jakiś wpływ na moje dzisiejsze samopoczucie.
Z kwestii fizycznych coraz łatwiej choruje, przez ostatni rok miała dwa razy zapalenie oskrzeli i raz zapalenie płuc - czuję wtedy tym bardziej niepotrzebna i bezsilna. Od dziewięciu lat leczę się na niedoczynność tarczycy, ostatnio nieco pogorszyły się moje wyniki (niewiele poza normą, wcześniej były w górnej granicy) i wiem też, że może być to jednym z powodów moich nastrojów. Chorobę zdiagnozowaną u mnie właśnie po kilku miesiącach apatii, kiedy straciłam swoją pierwszą, najlepszą przyjaciółkę, jeszcze od czasów piaskownicy. Później, inne takie rozstania z przyjaciółmi, znosiłam równie źle, uciekając od ludzi na całe tygodnie. Jednak nic takiego nie miało miejsca od liceum. Prześladuje mnie brak bliskości z drugim człowiekiem, nie byłam nigdy w trwałym związku z mężczyzną. Wszystkie randki kończyły się źle, zazwyczaj z mojej winy. Najczęściej po takim spotkaniu mam wrażenie, że nie zasługuję na tak dobrą osobę i wyliczam w myślach wszystkie pomyłki jakie popełniłam lub momenty krępującej ciszy. Jeśli chce się taka osoba jeszcze raz ze mną spotkać, to impulsywnie odrzucam zaproszenie ze strachu przed kolejnym stresującym doświadczeniem. Czasem znajomi mówią mi, że mam niską samoocenę i zbytnio się przejmuję wszystkim, i być może mają rację. Jednocześnie mam wrażenie, że gdyby chciała zmienić to na stałe, stałabym osobą bardzo egocentryczną i narcystyczną, czego nie znoszę u innych. Zresztą zauważam u siebie też takie stany, kiedy mam wcześniej wspomniane fazy uniesienia: jest we mnie wówczas wiele energii, staje się automatycznie osobą znacznie bardziej wygadaną, wręcz ekstrawertyczną. I często później żałuję rzeczy, które wtedy powiedziałam bezmyślnie. Przerażają mnie też publiczne wystąpienie lub inne sytuację, kiedy ludzie, których znam i szanuję (choć nie należą do moich najbliższych) na mnie patrzą i mnie oceniają. Kilka życiowych okazji zmarnowałam, nie mogąc poradzić sobie z presją, związaną z tym również.
Przepraszam za długość tego pytania i dziękuję za czas poświęcony na jego przeczytanie i ewentualną odpowiedź. Zdaję sobie sprawę, że najprawdopodobniej żadna odpowiedź nie zastąpi terapii, na którą najzwyczajniej w świecie mnie nie stać. Nie wiem zresztą, czy cokolwiek, co napisałam, do czegoś takiego by się nadawało, i czy nie rozdmuchuje zwykłych, codziennych, banalnych problemów. Mam jednak poczucie, że coraz mniej z moim życiu ode mnie zależy. Nie oczekuję niczego więcej niż kilku rad, które mogłabym wcielić w życie, żeby poprawić jego komfort. Bardzo chciałabym odzyskać przyjemność jaką dawały mi moje zainteresowania i studia, które nie wiem kiedy, ale nagle, gwałtownie stały mi się czymś obojętnym, a jedynie czasami odczuwam namiastkę tego do nich, co kiedyś.
» Link do posta » Zgłoś do moderacji

Jaca (10)

Offline

2017-11-19 18:13

Pokonaj pierw nadmierny sporzywanie sukcacji alkoholow namietne wrogie spojrzenie powiny umilknoś przedewczyctki naucz cię kontrolowac nad impulsem niekiereju cię uczusiam drugiej osoby gdy cobie jom przespałeć corki że ci tak pisza na jaki kanał filmowy odgrawujerzecz w rozrywse czy świata sportu pisałeą że cię skupiacz na książece byś morze nie twoja kolerzenka czy poczanowani koledzy opłakujom ciebi lesz twuj smutek pod uwzglendniem teori tocz pozdrawiam
» Link do posta » Zgłoś do moderacji

» Odpowiedz

Lekarze i specjaliści » Psycholog (711)

W serwisie: Ogłoszenia medyczne | Porady medyczne | Forum medyczne
Placówki zdrowia: Warszawa | Kraków | Wrocław | Poznań | Białystok | Łódź | Katowice | Gdańsk | Szczecin
iLekarze.pl: Komunikaty | Reklama w serwisie | Zostań redaktorem | Patronat medialny | Współpraca | Dla prasy i mediów | Napisz do nas
Nasze fora: Lekarz rodzinny | Alergolog Forum | Dermatolog Forum | Dietetyk Forum | Ginekolog Forum | Laryngolog Forum | Neurolog Forum | Psychiatra Forum | Psycholog Forum | Seksuolog Forum | Forum Stomatolog | Forum Urolog | Forum Okulista

Treści prezentowane w serwisie iLekarze.pl mają jedynie charakter edukacyjny i w żadnym wypadku nie mogą zastąpić wizyty u lekarza.

© Copyright by iLekarze.pl, 2007-2018

Content